Wojenne wędrówki sztandaru Szkoły w Kowali…

Nie tak dawno Szkoła Podstawowa w Kowali obchodziła swoje 85 – lecie a w roku 2016 przypada kolejny jubileusz – 100 – lecie jej istnienia. Ten jakże ważny w życiu szkoły jubileusz jest okazją do przypomnienia niezwykłej historii  pierwszego sztandaru ufundowanego przez rodziców i sklepik szkolny w roku 1939.

W okresie międzywojennym szkole w Kowali przez szereg lat myślano o ufundowaniu sztandaru, ale dopiero w 1939 roku, gdy Sklepik Uczniowski ofiarował cały zysk na ten cel, mogło dojść do realizacji tego zamierzenia.
Opiekunką sklepiku była nauczycielka Maria Tarnasiewiczowa i ona zajęła się organizacją całego przedsięwzięcia. W tym celu zakupiono biały i czerwony adamaszek, który został zszyty i wykończony złotą frędzlą. Na czerwonej stronie sztandaru wyhaftowano białego orła z koroną i naokoło napis „ Wszystko co nasze Polsce oddamy”, pod spodem zaś umieszczono napis: „Publiczna Szkoła Powszechna w Kowali”. Z drugiej strony, na białym tle, przyklejono kupiony obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, naokoło zaś wyhaftowano: „ Królowo Korony Polskiej módl się za nami”. Haftu podjęły się panie Załęckie z Kosowa. Litery o trochę fantazyjnym kształcie zaprojektował syn kierownika szkoły Zygmunt Tarnasiewicz.

Sztandar został poświęcony w Kościele Parafialnym w Kowali w Zielone Światki 29 maja 1939 roku. Następnie odbyła się w Domu Ludowym akademia zakończona wystawieniem baśni „Kopciuszek” reżyserowanej przez Marię Tarnasiewiczową. Na uroczystości oprócz dzieci i kierownictwa miejscowej szkoły byli zaproszeni goście tj. inspektor szkolny W Ganski z żoną, kierownik szkoły z Rudy Wielkiej i inni nauczyciele.
Szkoła w Kowali tylko raz wystąpiła ze swym sztandarem tj. 15 czerwca na nabożeństwie z okazji zakończenia roku szkolnego.

 1 września 1939 r. wybuchła II Wojna Światowa. Sztandar szkoły w Kowali zabezpieczony pokrowcem znajdował się w zamkniętej na klucz kancelarii szkolnej mieszczącej się w budynku szkoły. W budynku w pierwszych dniach września kwaterowano uciekinierów, szukających w zawierusze wojennej schronienia, byli to miedzy innymi pasażerowie pociągu zbombardowanego między Jastrzębiem a Rożkami, Żołnierze polscy z rozbitych oddziałów, którzy w salach szkolnych przebierali się w cywilne ubrania. Kierownik szkoły Jan Tarnasiewicz miał później nieprzyjemności, gdy po zajęciu Kowali przez wojska niemieckie, znaleziono w szkole mundury i naboje.
W tym czasie do zamkniętej kancelarii szkoły, gdzie przechowywano ważne dokumenty oraz sztandar szkoły nikt nie miał do niej dostępu. Dopiero 10 września po wkroczeniu do Kowali zmotoryzowanych oddziałów niemieckich, które rozstawiły się na polu poza szkołą tj. w tym miejscu, gdzie obecnie znajdują się sklepy, włamano się do kancelarii. W tragicznym dniu, wszyscy mężczyźni, a więc i kierownik szkoły, zostali aresztowani, nikt wiec nie myślał o ukryciu sztandaru. Po powrocie kierownika zorientowano się, że z kancelarii szkolnej zginęło trochę rzeczy, a w tym i sztandar. Niedługo potem dotarła do kierownika Tarnasiewicza informacja, że sztandar został zabrany przez żołnierzy niemieckich, którzy jadąc samochodem ciężarowym wymachiwali nim, ciesząc się zdobytym trofeum. Strata sztandaru szkoły wobec tragedii września wydawała się jednak sprawą zbyt błahą, aby w sposób szczególny można było się nią przejmować.
W 1945 roku córka kierownika Tarnasiewicza Emilia wraz z mężem Stanisławem Warchołem znalazła się w Rybniku na Śląsku. Mąż jej pracując w Dyrekcji Rybnickiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego, miał prawo do jednorazowego bezpłatnego skorzystania z samochodu ciężarowego celem przywiezienia rzeczy do Rybnika. Samochód taki otrzymał na Boże Narodzenie. Znalazł się też kierowca p. Lubszczyk, młody człowiek, który zostawił żonę i dziecko u teściów, a zdecydował się jechać w święta, licząc na zdobycie żywności w centralnej Polsce, gdyż w Rybniku zaopatrzenie było bardzo słabe. W Kowali został przyjęty bardzo mile i serdecznie. W ciągu dwóch świątecznych dni kierownik Tarnasiewicz pokazał mu Kowalę a przede wszystkim swoje „gospodarstwo” – szkołę, która mieściła się wtedy w parku w dawnym dworze. Dlatego też p. Lubszczyk, który jako kierowca samochodu spotykał się z wieloma nazwami miast i wsi, zapamiętał tę Kowalę koło Radomia.

W kilka miesięcy później, prawdopodobnie na jesieni 1946 r. zjawił się niespodziewanie w domu państwa Warchołów w Rybniku, wypytując o sztandar szkoły w Kowali i jego wygląd. Opisano mu sztandar dość dokładnie, a pani Emilia szczególnie dobrze zapamiętała owe fantazyjne litery, a jej ciotka, która asystowała przy „narodzinach” sztandaru, opisała szczegóły jego wyglądu. Wtedy p. Lubszczyk zabrał córkę kierownika na przedmieście Rybnika do pani Kruskowej, do której przyjechał z Niemiec zachodnich syn Wilhelm. Okazało się, że przywiózł on sztandar szkoły w Kowali i nie wiedział, gdzie tej miejscowości szukać. Przypadkowo opowiedział o tym p. Lubszczykowi, a ten przypomniał sobie wyjazd do Kowali. Sztandar znalazł p.Krusek w Niemczech zachodnich w jakimś miasteczku pod Hamburgiem. Zauważył go u krawca, u którego szył ubranie. Wisiał nad komodą. Krawiec zapytany skąd go ma, odpowiedział, że szwagier przywiózł go z wojny w Polsce. Szwagier zginął, a sztandar został u niego. P. Kausek odkupił sztandar z zamiarem zwrotu właścicielom.

 Sztandar okazał się być tym samym, który przed wojną należał do szkoły w Kowali. Te same hafty, te same napisy. Dzięki temu niezwykłemu zbiegowi okoliczności sztandar mógł wrócić do szkoły w Kowali.
Po sztandar przyjechał do Rybnika w kilka miesięcy później ówczesny kierownik szkoły Jan Tarnasiewicz. Wilhelma Kruska już nie zastał, ale jego matka oddała sztandar, prosząc w imieniu syna, by w miejscowej prasie umieścić odpowiednie podziękowanie. Po pewnym wahaniu zgodziła się przyjąć tylko drobną sumę za przechowanie sztandaru. Taki warunek był oczywiście do przyjęcia i zaraz następnego dnia Jan Tarnasiewicz udał się do kierownika Domu Książki Piechockiego, znany działacza społecznego Rybnika, który przyjmował wówczas wszystkie ogłoszenia do prasy wychodzącej w Katowicach, a więc do dziennika Zachodniego i Trybuny Robotniczej. Po wysłuchaniu całej historii oświadczył, że niestety ogłoszenia tego przyjąć nie może. Wyraził się nawet w ten sposób: „Mnie by tu za to głowę urwali”. Wyjaśnił, że gdyby chodziło o jakąś inną osobę, to sam by napisał odpowiedni artykuł i nic by to nie kosztowało, jednak Wilhelmowi Kruskowi reklamy robić nie będzie. Okazało się, że w okresie okupacji tenże Wilhelm Krusek współpracował z Niemcami i dał się we znaki miejscowej ludności. Prawdopodobnie sztandar szkoły w Kowali miał się przyczynić do jego rehabilitacji. Kiedy to się nie udało, wrócił do Niemiec.

O odzyskaniu sztandaru kierownik szkoły poinformował nauczycieli i władze szkolne. Sztandar jednak zawierał akcenty patriotyczne i religijne, które nie godziły się z ówczesną ideologią socjalistyczną, dlatego też nie przejawiano zainteresowania jego odnalezieniem.

Dopiero 18 września 1981r. córka p. Tarnasiewicza  Emilia Warchoł uroczyście przekazała sztandar ówczesnym władzom szkoły w Kowali, co zostało odnotowane w kronikach szkoły. Obecnie ten przedwojenny sztandar, jako cenna pamiątka przeszłości o niezwykłej historii, wisi na poczesnym miejscu  obok drugiego sztandaru ufundowanego z okazji nadania szkole imienia Janusza Korczaka.

 

Artykuł został opracowany przez Joannę Kutkowską
na podstawie wspomnień Heleny Tarnasiewicz,
przechowywanych w PSP w Kowali


Wróć
    cbk (2)     ws_certyfikat_A4_2013_2014_10100127